środa, 28 września 2011

13/14 - Trzynasta i czternasta.....

Wrrrr..... od 18:00 walczę:D Cztery dni przerwy....szczerze... to już bym wsiadła zamiast siedzieć w pracy:D
Trzynasta ech, lipa. Dupa, dupa, dupa. Niesprawiedliwe jest to, że jedni mają możliwość trenować w domu, na samochodzie taty, brata, mamy , chłopaka czy męża. Na pewno dla nich 14 godzina to wcale nie czternasta, bo w domu mogą próbować do skutku i ćwiczyć to co im nie wychodzi. Ja nie mam takiej możliwości i moja jazda jest jaka jest. Może to zabrzmi jak użalanie się nad sobą albo szukanie usprawiedliwienia na brak umiejętności, ale mimo wszystko jak się słyszy, że ktoś wyjeżdżając tyle godzin to już jeździł sprawnie, potrafi zdołować. Do tego okazuje się,  że następną  jazdę będę mieć za równy tydzień, a potrzeba jest potrenowania nowych rzeczy na świeżo. Jestem przybita, zdołowana i w ogóle bezsensu. Zastanawiam się nawet nad wykupieniem dodatkowej godziny w ten piątek po to żeby parkowania potrenować. Bo generalnie wczoraj, byłam rozkojarzona baaardzo. Jeszcze o ile jazda po mieście przez pierwszą godzinę mi wychodziła, to po placu i zmaganiach z pachołkiem którego raz widzę a raz nie widzę i startem na wzniesieniu, który zaczął wychodzić po tysiącu próbach, totalnie wszystko zaczeło się sypać. Nie wjechałam tam gdzie J. prosił, nie zawróciłam na skrzyżowaniu tylko przed (na zwrotce co prawda, ale miało być na skrzyżowaniu). Potem parkowanie, brak wyczucia kierownicy przy wyjeżdżaniu, przy dojeżdżaniu już do krawężnika wtedy kiedy należy prostować koła tez. Miałam dzień pt. prawo to lewo, lewo to prawo. Zwolnione procesy myślowe kiedy mam kontynuować jazdę po parkowaniu (w którą stronę kręcić, żeby wyjechać tak jak przed parkowaniem?!?!) Ogólnie mówiąc źle, źle i jeszcze  raz źle. Jedyne co w mojej opinii mi wyszło to parkowanie równoległe tyłem, ale J. mnie na ziemie sprowadził, że to wcale takie łatwe nie jest i, że on mi pomagał. Póki co ja twierdze nadal, że to najłatwiejsze jest. Kolejną jazda zweryfikuje czy się nie myliłam. Dalej zapominam o redukcji biegu przy zakręcie. Przy wyprzedzaniu na skrzyżowaniu, nie daje kierunkowskazu, żeby nie dawać mylnych informacji (tak naprawdę to chyba w ogóle nie powinnam na skrzyżowaniu wyprzedzać?!?!). Współpraca ze sprzęgłem - brak stabilności, raz  ruszam z dwójki tak płynnie, że nawet nie można się zorientować, że zapomniałam zredukować, a raz z jedynki znowu szarpnie.

Dla utrwalenia:
Parkowanie równoległe tyłem po prawej:
1.Ustawiam furę równolegle do auta stojącego przy krawężniku (trochę go wyprzedzając)
2. Prawy kierunkowskaz, wsteczny i cofam POWOLI na pół sprzęgle, jak w tylnej szybie pojawia mi się końcówka tego auta jeden obrót w prawo.
3.Kiedy w prawym lusterku zniknie mi krawężnik  na maxa kręcę w lewo.
4.A kiedy pojawi mi się znowu w lusterku krawężnik, zatrzymuję, (sprzęgło i hamulec delikatnie)

Wyjeżdżanie:
1.Lewy kierunkowskaz, jedynka i pomalutku wyjeżdżam
2.Potem kręcę w prawo żeby prostować koła (i tu jak przy każdym parkowaniu, znaczy wyjeżdżaniu mam problem ile mam kręcić:( )

Przy prostopadłym przodem:
1. Podjeżdżam jak widzę w połowie przedniej szyby auto, na maxa w prawo kręcę (prawy kierunek) przy dojeżdżaniu do krawężnika prostuję koła, delikatnie się zatrzymuję.

No i chciałbym to potrenować i nawet nie mam jak:( W ogóle takie uczenie się na sposób to bezsensowne jest ale nie mam nawet możliwości pokombinować sama:(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz