środa, 28 grudnia 2011

AAAaaaaaa!

(2011-12-19 10:35:16) Prawo Jazdy: Przyjęto wniosek - trwa postępowanie administracyjne.  (2011-12-28 12:12:04) Prawo Jazdy do odbioru w Urzędzie.


A może.... kto wie kto wie.... Bo jak nie wsiądę teraz...to nie będę jeździć i wszystko na zmarnowanie pójdzie...kasa nerwy i determinacja...a szkoda by było...

poniedziałek, 19 grudnia 2011

W oczekiwaniu....

Właśnie weszłam na stronę Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, sprawdzić status mojego dokumentu i: (2011-12-19 10:35:16) Prawo Jazdy: Przyjęto wniosek - trwa postępowanie administracyjne.  :D:D:D
Pierwszy weekend kiedy nie jeździłam...aż mi dziwnie...wsiadłabym i bryknęła gdzieś :D Ciągle pertraktuje z małżem o kupno samochodu, ale jakoś to ciężko idzie. On jak już to chciałby corse...ja nie koniecznie.Pod uwagę biorę poniższe:

Chevrolet Aveo, mnie się podoba, ale niestety tylko mnie. Mały zgrabny  skrzynia biegów bez wstecznego na wcisk, jest ok. Skoro Nauki Jazdy nim jeżdżą nie może być awaryjny, no i chyba tani w eksploatacji, może też w naprawie...tak sobie myślę.
Opel Corsa C, no ostatecznie, małe miejskie auto. Już kiedyś małż miał Corsę więc  wie co i jak. Nie awaryjny, tanie części, auto używane przez Nauki Jazdy. Skrzynia biegów na wcisk niestety, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia. Jeśli już to w grę wchodzi tylko trzydniówka, pięciodrzwiowe wyglądają fatalnie...


Citroen C3. Tak wiem, francuz, na polskich drogach to nie jest dobry pomysł, ale co ja mogę na to poradzić, że mi się podoba... Nawet te elektroniczne zegary są do przełknięcia, chociaż myślę, że akurat to auto pozostanie tylko w sferze marzeń...

Ford Fiesta, to auto wchodzi w grę bo akurat oboje mamy pozytywne wrażenie, ja oczywiście bardziej te laicko wizualne, małż bardziej techniczno użytkowe...zobaczymy. Trzydrzwiowy wygląda troszkę lepiej....

Hyundai Getz, no cóż podoba się tylko mnie więc małe szanse, że to będzie TEN zakup. Gdzieś na forum wyczytałam  o problemach z zawieszeniem... ale ja się nie znam... Tak naprawdę to oddałabym królestwa za i20, ale na niego to jeszcze dłuuuugo mnie stać nie będzie.

wtorek, 13 grudnia 2011

Egzamin praktyczny podejscie drugie

Zdałam! zdałam! zdałam! :D:D:D:D:D
Oczywiście lekki stres przed. Losowanie aut, było mniej osób niż poprzednim razem. Po trzy do jednego samochodu. Mnie przydzielono do siódemki..szczęśliwej, jak się potem okazało. Jakaś babka śpieszyła się do pracy wiec  puściłyśmy ją pierwszą, ja byłam druga. Kiedy odjeżdżała a ja przyjrzałam się egzaminatorowi to sobie pomyślałam, że będzie ciężko. Jakoś tak mi niespecjalnie wyglądał. Niedługo potem, siódemka wróciła, po oblanym na placu...wsiadłam ja. Dałam dowód, pan swoją formułkę do kamery wygłosił i na koniec swoje nazwisko...jak usłyszałam kto to, to pomyślałam, że nie opłaca się nawet kurtki zdejmować bo na pewno zaraz wrócę na siedzeniu pasażera. Egzaminator postrach wszystkich kursantów o którym od lat krążą legendy. No nic...pojechaliśmy, wylosowałam znowu światło stop i nowość płyn do spryskiwaczy, poszło sprawnie. Potem przygotowanie do jazdy, ustawienie fotela, lusterek i rękaw. Bez problemu, potem wzniesienie - tez dałam rade.
Na miasto wyjechałam całkiem spokojna...pogodzona z losem...ale skoncentrowana i uważna.
Z Wordu  w prawo potem prosto przez rondo i na pierwszym skrzyżowaniu na światłach też  prosto ( z tym że p. Ż.  nic nie mówił, a jak nie mówi znaczy prosto;)) potem  w lewo na jednokierunkową, był ruch ale jakaś babeczka  mnie pościła, ( o czym poinformowałam p. egzaminatora) Na jednokierunkowej oczywiście w lewo...żeby od lewej skręcić :D (też poinformowałam, że skręcam od lewej na ile pozwalają mi zaparkowane samochody) potem ustąp pierwszeństwa i prosto w  podporządkowaną ...tu mi kazał mi  zawrócić  na podjeździe... no i pierwszy zgrzyt i na szczęście ostatni, bo ja chciałam podjechać do przodu  i po prawej wjechać tyłem a wyjechać przodem  a ten zaczął już  nerwowym chamskim tonem, że tu w tym miejscu  przodem i tyłem wyjechać   a nie jakieś kombinacje, no to ja na to ...dobra, ok jak tu i teraz  to niech będzie z egzaminatorem się nie dyskutuje..zawróciłam. Pojechaliśmy  prosto  na światła, na światłach oczywiście w lewo (jakaś elka przede mną chyba chciała mi  pomóc bo ze skrzyżowania ruszyła na żółty żebym miała czystą sytuacje do lewoskrętu...chwała jej za to:D)...skręcając musiałam karetkę z naprzeciwka przepuścić, a potem przechodniów na pasach.Po czym znów w  lewo na skrzyżowaniu z wyspą  centralna  (po skręcie wjechałam na lewy pas, ale zaraz przytomnie zmieniłam go na  jedyny słuszny prawy:D). Następnie  prosto pod znany w mieście hipermarket gdzie miałam zawrócić na rondzie. Zanim skręciłam w prawo  z oddali widziałam strzałkę warunkowa, świeciła od dłuższego czasu i było prawdopodobieństwo, że jak się zatrzymam i będę chciała ruszyć zgaśnie i powie mi, że oblałam (instruktor opowiadał mi na jeździe taką sytuację swojej kursantki), dlatego też  zwolniłam nieznacznie i modliłam się o zółte a potem zielone - i stało się! hehehe Z ronda w lewo pod biedronkę, w międzyczasie hamowanie do wyznaczonego miejsca i przepuszczenie elki z naprzeciwka na zwężonym odcinku jezdni zajętym przez robotników, oraz ich ominięcie z kierunkowskazem. Wjechaliśmy....kto zgadnie? tak znowu w lewo na skrzyżowanie równorzędne na którym znów miałam zawrócić a potem prościutko na rondo w stronę galerii handlowej tuż przed nią w prawo w osiedlówkę, znów  w prawo...oczywiście po zatrzymaniu się na STOPie.Na parkingu osiedlowym parkowanie prostopadle ufff...całą drogę  myślałam, że jak mi da równoległe to zawale.Tu  małe nieporozumienie wynikło, egzaminator mówi wyjazd w prawo...ale chodziło mu o tył auta a ja myślałam, że w prawo, poprawiłam i pojechałam. Wróciliśmy na zjazd głównej ulicy .. .włączenie się do ruchu oczywiście po zatrzymaniu się przed kolejnym STOPEM. Prościutko główną  ulicą (max 40 km/h jechałam bo co rusz ograniczenia , wykopki). Kolejne polecenie to zawrócić w najbliższym możliwym miejscu. Zawróciłam za "zawracjace",
po tym w prawo w stronę WORDA i jeszcze ostatni stres przed rondem, przejechałam trochę nerwowo bo oczywiście było "zawalone" ale poszło :) Na koniec w  lewo we wjazd do Wordu...egzamin zaliczony! Błędów 1 za ruszenie z dwójki:) wszystko inne bezbłędnie! Aż go uściskałam heheheee. I ta data... 13.12.11. cudnie!
Powiem  tak, jestem wdzięczna egzaminatorowi, że nic nie mówił, nie komentował, bo tak mogłam skupić się na tym co robię, jechać sama bez ciągłych komentarzy, że to nie tak, a to źle. Pierwszy raz porostu poczułam, że to ja jadę i to ja decyduję...i podobało mi się to. Druga sprawa, że nie  zrobiłam niczego co mogło go wyprowadzić z równowagi, bo przy zawracaniu pokazał namiastkę tego, że potrafi być okropny.

PS. Siedzę w pracy i mam permanentnego banana na twarzy:D

niedziela, 11 grudnia 2011

43

Jak dziś znowu będę całą jazdę słyszeć..."tak, nie, bliżej  krawężnika,  za bardzo kręcisz kierownica, szybciej, gaz...dlaczego czekasz, za dużo wystaje...na egzaminie o to ci się przyczepi...nie równo stoisz...za szybko jedziesz...zatrzymaj się zawsze bo egzaminator czuje się bezpieczniej etc etc ....to się pochlastam. Dosyć mam już tej nauki pod egzamin, tak nie bo nie zdasz...jakbym coś robiła nieprzepisowego.

Nie no dziś nie było tak źle. Jeździliśmy innym autem, nie takim zdezelowanym jak wczoraj. Ogólnie spoko mi się jeździło, ale nie zrobiliśmy nawet jednego parkowania. Na placu powtórzyliśmy tylko obsługę, światła, rękaw, wzniesienie. Na mieście na tym samym skrzyżowaniu co wczoraj miałam zapęd jazdy pod prąd...tym razem zasugerowałam się ruszającym autem, zamiast patrzeć na światła. Tyle jeśli chodzi o błędy.

sobota, 10 grudnia 2011

42 - czterdziesta druga

Dziś od 10:00 jeżdżę z Panem K.

Jej jak mi się dziś beznadziejnie jeździło...porostu szok. Nie wiem czy to wina tego, że p. K. ciągle i na wszystko zwracał mi uwagę, czy tego, że  pojechaliśmy w część miasta w której nigdy wcześniej nie jeździłam...nie wiem.  Znowu jedna wpadka... pod prąd prawie wjechałam. Parkowanie, skośne, prostopadłe, zawracania zaliczone, ale z komentarzami, ze tu powinno być lepiej tu tak tam siak. Równoległe, jak zwykle za daleko krawężnika. Jazdę skończyłam z przeświadczeniem, że nie umiem jeździć:(

niedziela, 4 grudnia 2011

41 - czterdziesta pierwsza

Umówiłam się z jakimś bolkiem z tej samej szkoły  w której jeździ p. K. Zresztą z panem K. umówiłam się na następna sobotę i niedziele tuż przed.... Pan z którym dziś jeździłam to typowy stary rockmen, styl melanż post imprezowy,  czerwona bluza, ramoneska i w końcu eska rock :P
Jeśli chodzi o samą jazdę to pan podsumował, że technicznie jest ok. No ale miałam dwie wpadki, oczywiście wynikające z rozkojarzenia i mojej nieuwagi. Raz przy skręcie w lewo z podporządkowanej, zamiast  wychynąć ustawiona prostopadle i  czekać na możliwość skrętu, ja skręciłam za bardzo w lewo i  było prawdopodobieństwo bliskiego spotkania z "elka" skręcającą e w lewo z drogi z pierwszeństwem. Druga wpadka, kiedy miałam skręcić na skrzyżowaniu wokół wyspy w lewo i się zagapiłam i chciałam się na pasie do jazdy na wprost ustawić a kiedy się zorientowałam, przy zmianie pasa najechałam na podwójna ciągła. Tak więc  i tak dupa. Co z tego że technicznie ok jak robię głupie błędy. A i równoległego nie zrobiłam. Prostopadłe poszło mi ok. Nawet plac zaliczyliśmy, rękaw i wzniesienie tez ok.

sobota, 3 grudnia 2011

znów mnie wystawiono:(

Dziś godzinka z instruktorką rajdową...zobaczymy jak będzie heh

Ech, jakoś nie mam szczęścia do Pań instruktorek. Miałam jeździć od 14:00, czekałam na parkingu, ale Pani nie przyjechała. Zadzwoniłam okazało się, że w ogóle nie pamiętała o mojej jeździe i jest teraz w Warszawie...ZONG. Wysłała mi chwilkę później smsa z przeprosinami i wyjaśnieniem, że musiała nie zapisać w kalendarzu...ale cóż mi po tym kiedy jazdy ie było :(  Będę musiała wykombinować coś żeby jutro z kimś pojechać, za długa przerwa....a u mnie to niestety nic dobrego nie wróży.