Coraz gorzej:( Czekając pod PKP na moja "elke" możne i niepotrzebnie napatrzyłam się na to co wyrabiają "uprawnieni kierowcy" przy świeżo zmienionej organizacji ruchu. Sam fakt zmiany, już wcześniej zmienionej organizacji zaskoczył mnie i dodatkowo zaniepokoił. No i stało się jak się stało. Przyjechał J., ja od razu mówię, że mam syndrom trzęsących się kolan. Wsiadłam i kilka karygodnych błędów już na dzień dobry. W ogóle nie sprawdziłam lusterek, auto mi zgasło przy próbie uruchomienia bo...w ogóle nie trzymałam nogi na sprzęgle!. Dostałam małpiego rozumu, patrząc na ten kocioł w który zaraz miałam wjechać. W końcu się udało. Jakoś pojechałam. Ciągle z płynnością jazdy mam kłopoty, tzn. jadę, znam kierowców którzy od lat jeżdżą i tak momentami szarpią...ale przecież ja tak nie chce jeździć - prawda?. Kolejne błędy: pamiętać o redukcji biegów z trzy na dwa przy skrętach, pamiętać! - wyćwiczyć odruch bezwarunkowy, że po zatrzymaniu przed np. przejściem od razu łapa redukuje na jedynkę. Jeździć tak żeby lusterek nie zdzierać innym kierowcom. Śledzić znaki poziome, nie najeżdżać na linie i powierzchnie wyłączone z ruchu. Delikatnie puszczać sprzęgło, w korku hamować sprzęgłem. I karygodny błąd, jak mi się pieszy toczy jezdnią, nawet nie na przejściu to ZWOLNIĆ a nie, "że i tak by zdążył przejść". Ah i nie "doić kozy" jak to J. powiedział, czyli operować kierownicą poprawnie! CEL na jazdę środową: jechać tak, żeby J. jak najmniej mówił mi co mam robić, czyli orientować się w sytuacji i nie poddawać się panice! A... jeszcze jedno, pamiętać, że jak kończę jazdę: ręczny - w tym czasie noga na hamulcu i sprzęgle, biegi na luz, swatała wyłączyć i zgasić auto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz