Ok, dziś było troszkę lepiej. Generalnie już nie siłuję się z kierownicą, ale mimo wszystko zakręty i skręty nie do końca mi wychodzą, nie zawsze ląduję tam gdzie powinnam, czyt. na tym pasie co trzeba. Kolejny problem to synchronizacja, kieruje, patrze, zmieniam biegi i operuje pedałami. Gdyby nie Jacek to bym zginęła, on mówi ja wykonuje. Problem prawo lewo...To naprawdę jest problem, bo muszę się zastanawiać , nie reaguje błyskawicznie...ot taka babska usterka ale jaka problemowa ech:( Jeździliśmy po głównych ulicach, kilka rond zaliczyliśmy, w tym turbinowe którego bałam się straszliwie bo do dziś mam obraz zaklinowanego w nim autobusu...ale dałam rade. Raz mi zgasł i tu też zapamiętać, jak gaśnie trzeba przekręcić kluczyk w stacyjce...ot banał ale jak człowiek nie był nigdy w takiej sytuacji głupieje hehe. Duża pomoc Jacka. Czekam dnia kiedy nie będzie musiał trzymać swoich nóg w gotowości na pedałach a spokojnie obok...ale to chyba jeszcze dłuuuuugggoo potrwa... Na dziś rzeczy na których muszę się skupić bo mi nie wychodzą: nie dodawać gazu na zakrętach tylko przy wychodzeniu z nich, pilnować środka pasa, a po zmianie z innego prawej krawędzi jezdni, to się tyczy gdy coś omijam. Jak Jacek mówi "teraz jedziemy prosto" to nie prosto w budynek bo ON JEST NA PROSTO tylko jedz główną na wprost i nie włączaj kierunkowskazu nawet jak ona zakręca bo ona JEST PROSTO choćby się to wydawało głupie. Przy zmianie biegu gdy sprzęgło do dechy NOGA Z GAZU! Sprzęgło puszczamy wolno....hamulec delikatnie znaczy do połowy, żeby Jacek za mnie tego nie robił. Przy zawracaniu, większe łuki, i nie panikować przy włączaniu się z podporządkowanej.... No i lusterka, są po to żeby kontrolować co się dzieje za mną...TRZEBA W NIE PATRZEĆ, poza lusterkiem lewym istnieje jeszcze PRAWE i tylne, należy przynajmniej próbować z nich korzystać.
Na dzień dzisiejszy...dalej nie umiem jeździć:), szanse na zdany egzamin...bez zmian... Kolejna jazda w poniedziałek o 16:00...w natężonym ruchu, strach się bać....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz