Wrrrr..... od 18:00 walczę:D Cztery dni przerwy....szczerze... to już bym wsiadła zamiast siedzieć w pracy:D
Trzynasta ech, lipa. Dupa, dupa, dupa. Niesprawiedliwe jest to, że jedni mają możliwość trenować w domu, na samochodzie taty, brata, mamy , chłopaka czy męża. Na pewno dla nich 14 godzina to wcale nie czternasta, bo w domu mogą próbować do skutku i ćwiczyć to co im nie wychodzi. Ja nie mam takiej możliwości i moja jazda jest jaka jest. Może to zabrzmi jak użalanie się nad sobą albo szukanie usprawiedliwienia na brak umiejętności, ale mimo wszystko jak się słyszy, że ktoś wyjeżdżając tyle godzin to już jeździł sprawnie, potrafi zdołować. Do tego okazuje się, że następną jazdę będę mieć za równy tydzień, a potrzeba jest potrenowania nowych rzeczy na świeżo. Jestem przybita, zdołowana i w ogóle bezsensu. Zastanawiam się nawet nad wykupieniem dodatkowej godziny w ten piątek po to żeby parkowania potrenować. Bo generalnie wczoraj, byłam rozkojarzona baaardzo. Jeszcze o ile jazda po mieście przez pierwszą godzinę mi wychodziła, to po placu i zmaganiach z pachołkiem którego raz widzę a raz nie widzę i startem na wzniesieniu, który zaczął wychodzić po tysiącu próbach, totalnie wszystko zaczeło się sypać. Nie wjechałam tam gdzie J. prosił, nie zawróciłam na skrzyżowaniu tylko przed (na zwrotce co prawda, ale miało być na skrzyżowaniu). Potem parkowanie, brak wyczucia kierownicy przy wyjeżdżaniu, przy dojeżdżaniu już do krawężnika wtedy kiedy należy prostować koła tez. Miałam dzień pt. prawo to lewo, lewo to prawo. Zwolnione procesy myślowe kiedy mam kontynuować jazdę po parkowaniu (w którą stronę kręcić, żeby wyjechać tak jak przed parkowaniem?!?!) Ogólnie mówiąc źle, źle i jeszcze raz źle. Jedyne co w mojej opinii mi wyszło to parkowanie równoległe tyłem, ale J. mnie na ziemie sprowadził, że to wcale takie łatwe nie jest i, że on mi pomagał. Póki co ja twierdze nadal, że to najłatwiejsze jest. Kolejną jazda zweryfikuje czy się nie myliłam. Dalej zapominam o redukcji biegu przy zakręcie. Przy wyprzedzaniu na skrzyżowaniu, nie daje kierunkowskazu, żeby nie dawać mylnych informacji (tak naprawdę to chyba w ogóle nie powinnam na skrzyżowaniu wyprzedzać?!?!). Współpraca ze sprzęgłem - brak stabilności, raz ruszam z dwójki tak płynnie, że nawet nie można się zorientować, że zapomniałam zredukować, a raz z jedynki znowu szarpnie.
Dla utrwalenia:
Parkowanie równoległe tyłem po prawej:
1.Ustawiam furę równolegle do auta stojącego przy krawężniku (trochę go wyprzedzając)
2. Prawy kierunkowskaz, wsteczny i cofam POWOLI na pół sprzęgle, jak w tylnej szybie pojawia mi się końcówka tego auta jeden obrót w prawo.
3.Kiedy w prawym lusterku zniknie mi krawężnik na maxa kręcę w lewo.
4.A kiedy pojawi mi się znowu w lusterku krawężnik, zatrzymuję, (sprzęgło i hamulec delikatnie)
Wyjeżdżanie:
1.Lewy kierunkowskaz, jedynka i pomalutku wyjeżdżam
2.Potem kręcę w prawo żeby prostować koła (i tu jak przy każdym parkowaniu, znaczy wyjeżdżaniu mam problem ile mam kręcić:( )
Przy prostopadłym przodem:
1. Podjeżdżam jak widzę w połowie przedniej szyby auto, na maxa w prawo kręcę (prawy kierunek) przy dojeżdżaniu do krawężnika prostuję koła, delikatnie się zatrzymuję.
No i chciałbym to potrenować i nawet nie mam jak:( W ogóle takie uczenie się na sposób to bezsensowne jest ale nie mam nawet możliwości pokombinować sama:(
środa, 28 września 2011
piątek, 23 września 2011
11/12 - jedenasta i może dwunasta....
Zimno, buro szaro...przynajmniej u mnie w pracy. Dziś walczę od 18:00, może nawet do 20:00 kto wie, kto wie... znów mały stresik jest. Ostatnio czytałam sobie to, wszystkie cztery części, żeby poukładać sobie w głowie moją współprace ze sprzęgłem..zobaczymy co dziś będzie z moim ZAPRZĘGIEM;)
I owszem była jedenasta i dwunasta godzina jazd. Lepiej z jazdą po mieście, lepiej gaz...chyba jednak ten kurs dużo pomógł. Niestety jak jedno lepiej to drugie gorzej. Plac manewrowy i rękaw. Wychodzi mi przodem bez problemu i do polowy tyłem. Jak zostaje mi na wstecznym po prostej przejechać śledząc środkowego pachołka to lipa jest. Nie bardzo widzę w ogóle tego pachołka, a jak widzę to problem z kierunkami i korektą toru jazdy. Owszem udaje mi się zatrzymać w kopercie ale wjeżdżam tam slalomem:(Pierwszy raz na placu sama siedziałam w aucie, myślałam że będę się stresować ale było lepiej niż z J.. Na mieście na rondzie szalona ciężarówka wymusiła pierwszeństwo...widziałam ją jak pędzi więc wcale jakoś śmiało tym rondem nie jechałam i okazało się, że dobrze bo ona nie robiąc sobie nic z przepisów przejechała a raczej przemknęła tuż przed naszymi nosami. Z uwag, ciągle pamiętać o redukcji biegu przy zakrętach i bardziej na spokojnie to robić, wtedy jest ok. Kontrolować jak wygląda skrzyżowanie, żeby po tym jak J. mówi to teraz w lewo nie pakować się w lewo przed skrzyżowaniem, widzieć zjazdy w prawo etc. etc. Lewy kierunkowskaz kiedy skręcam na rondzie w lewo albo zawracam, prawy zjazdowy jak zjeżdżam - bo czasami zapominam. Kontrolować, żeby za wcześnie kierunkowskazów nie włączać. Przy sygnalizatorze warunkowym zatrzymuje się nawet jak jestem 3, albo 4 pojazdem w kolejce - głupota ale cóż. Przy wyprzedzaniu kierunkowskaz jak zmieniam pas ruchu, wracam na pas ruchu jak w prawym lusterku widzę pojazd wyprzedzany, daje kierunkowskaz ze wracam.
I owszem była jedenasta i dwunasta godzina jazd. Lepiej z jazdą po mieście, lepiej gaz...chyba jednak ten kurs dużo pomógł. Niestety jak jedno lepiej to drugie gorzej. Plac manewrowy i rękaw. Wychodzi mi przodem bez problemu i do polowy tyłem. Jak zostaje mi na wstecznym po prostej przejechać śledząc środkowego pachołka to lipa jest. Nie bardzo widzę w ogóle tego pachołka, a jak widzę to problem z kierunkami i korektą toru jazdy. Owszem udaje mi się zatrzymać w kopercie ale wjeżdżam tam slalomem:(Pierwszy raz na placu sama siedziałam w aucie, myślałam że będę się stresować ale było lepiej niż z J.. Na mieście na rondzie szalona ciężarówka wymusiła pierwszeństwo...widziałam ją jak pędzi więc wcale jakoś śmiało tym rondem nie jechałam i okazało się, że dobrze bo ona nie robiąc sobie nic z przepisów przejechała a raczej przemknęła tuż przed naszymi nosami. Z uwag, ciągle pamiętać o redukcji biegu przy zakrętach i bardziej na spokojnie to robić, wtedy jest ok. Kontrolować jak wygląda skrzyżowanie, żeby po tym jak J. mówi to teraz w lewo nie pakować się w lewo przed skrzyżowaniem, widzieć zjazdy w prawo etc. etc. Lewy kierunkowskaz kiedy skręcam na rondzie w lewo albo zawracam, prawy zjazdowy jak zjeżdżam - bo czasami zapominam. Kontrolować, żeby za wcześnie kierunkowskazów nie włączać. Przy sygnalizatorze warunkowym zatrzymuje się nawet jak jestem 3, albo 4 pojazdem w kolejce - głupota ale cóż. Przy wyprzedzaniu kierunkowskaz jak zmieniam pas ruchu, wracam na pas ruchu jak w prawym lusterku widzę pojazd wyprzedzany, daje kierunkowskaz ze wracam.
poniedziałek, 19 września 2011
10 - Dziesiąta lekcja
![]() |
| Dinozaury na skrzyżowaniu ;) Słabo widać bo z telefonu.... |
No i była tyklko godzina, moze nie do końca, ze względu na moją jazde, J. miał poprostu coś do załatwienia. Moje wrażenia z dziś, jak opanuje płynne używanie sprzęgłą, to myśłe że bedzie z górki, wtedy zostanie skupienie sie na innych rzeczach, które mnie troche przerażają, tj. lewoskrety, chociaż coraz bardziej kumam o co chodzi. Niestety raz uzywam sprzegła podrecznikowo, raz szarpę, raz wyje, nie ma jeszcze stabilności. Zbyt nerwowo zmieniam biegi jak jestem w nowym miejscu gdzie trzeba sie skupić, zdarza mi się delikatnie opierać noge na gazie przy zmianie biegu. No i musze bardziej być czujna i nie przeceniac swoich mozliwości: tam gdzie ktoś się spokojnie wyrobi, nie koniecznie wyrobie się ja, bo jestem jeszcze lama. Parkowanie, bede czuć sprzegło bedzie dobrze. Na sposób J. parkuje (samochód koło którego parkuje w polowie przedniej szyby, skręt na maksa, wyjaz, krece w strone w którą bede jechać - na maksa) ... wychodzi jakoś, ale jak zaparkwałam, tak poprostu intuicyjnie bez zastanawiania się to wyszło ok. Pamiętać o zjazdowym prawym jak wyjerzdzam z ronda.No i redukcja biegów przy zakretach skrętach, zawracaniu, tu sie jeszcze gubie. Jak zapytałam J. o porównanie moich umiejętności po dziesiątej godzinie z innymi jego kursantami, to powiedział, że są którzy jeżdżą lepiej, a ze mna nie jest najgorzej, jeżdże tylko z tym sprzegłem mam problemy... Tez bym chciała być "prymuska";) a tu dupa. To, że wszystko amm poukładane w głowie nie przekłada sie na sprzeżenie z gałązkami ręcznymi i nożnymi odpowiedzialnymi za technike jazdy...
niedziela, 18 września 2011
9 - dziewiąta godzina
Rozważnie nie chwaliłam dnia przed zachodem słońca.... Dziś moje kwiatki: próba wjechania na skrzyżowaniu pod prąd, ale na samym początku problem z zapaleniem auta. Jak się próbuje na jedynce BEZ SPRZĘGŁA to tak jest.... Zapominam redukować do dwójki na zakręcie, albo jak pamiętam to z opóźnieniem. Kiedy jadę na czwartym biegu znosi mnie na lewo, muszę pilnować się i trzymać środka swojego pasa ruchu.Przy zielonej strzałce na warunkowym, zatrzymuje się mimo, że stałam za autem które już pojechało i mimo że możliwość jazdy jest. Dalej pracować nad techniką pracy rąk na kierownicy, żeby nie było kwadratowej udojonej kozy. Nie panikować na rondach, bo wtedy zaczynają się problemy ze sprzęgłem. DOKŁADNIE I DO KOŃCA WCISKAĆ SPRZĘGŁO. No dobra in plus są reakcje na nieoczekiwane okoliczności na jezdni tj, np. dziś dwoje małych chłopców rozkosznie przejeżdżających na malutkich rowerkach przez Al. 1000 lecia ...poprawne hamowanie, bez szarpnięć i potem ruszenie, albo chłopcy na deskorolkach z których jeden przed maska się przejeżdżał, plus ominięcie zrobionego przez nich murku....no i pies, przy skręcie na jedno kierunkowej, który stał...i stał, a ja woniej i wolniej aż sobie poszedł uff. Poza tym pamiętać, że do prawego pasa mam dobijać jak zjeżdżam z ronda przy realu. Skupić się , żeby za wcześnie nie włączać kierunkowskazów ale i nie za późno, no i słyszeć jak mi tyka niewyłączony, żeby z nim nie jechać.
sobota, 17 września 2011
8 - Ósma godzina
Nie chwal dnia, przed zachodem słońca...nie będę więc nic pisać o postępach ale wspomnę o tym na co powinnam zwracać uwagę. Po pierwsze, dokładamy śledzenie linii poziomych...żeby nie zmieniać pasa ruchu na ciągłej etc. Poza tym przy zawracaniu z wykorzystaniem infrastruktury drogowej po lewej...pomału, spokojnie, bez paniki, sygnalizacja kierunkowskazem, zbliżenie się do osi jezdni ( w lusterku śledzić LEWYM) potem spokojnie wsteczny, bez paniki, sygnalizacja ten sam kierunek co kręcę, patrze w stronę gdzie mogą nadjechać samochody, na pas na który zaraz wjadę! Na rondach patrze czy mi z naprzeciwka i z LEWEJ (to przy WORDZIE jak w jego stronę jadę) nie jada, bo mama USTĄP pierwszeństwa. Na placu manewrowym, przy robieniu rękawa, bo dziś byliśmy, przy wstecznym, dynamiczniej kierownica i śledzić pachołka środkowego(!), ma być na środku zagłówka. I myśleć o tym co się dzieję tu i teraz, a nie co przed chwilką było tak czy nie tak, żeby nie wyjeżdżać jak ten osioł z placu manewrowego po lewej stronie drogi wyjazdowej !
piątek, 16 września 2011
środa, 14 września 2011
7 - Siódma jazda
No tak, gorzej nie jest, ale lepiej też nie jest. Sprzęgło, sprzęgło i jeszcze raz sprzęgło przy startowaniu. Przy zmienianiu biegów w trakcie jazdy nie mam z tym problemów, ale jak chce zastartować od jedynki, to znowu zarzynane zwierze. Oczywiście dziś znów szczyt bezmyślności, na rondo chciałam wjechać bez zatrzymywania, zmienić pas ruchu bez sygnalizacji etc. etc. Końcowa konkluzja J., syndrom drewnianych nóg i kwadratowej kierownicy. Przy siódmej lekcji powinno być lepiej a tu wychodzi mi to coraz gorzej :(:( Bez sprzęgła nigdzie dalej nie ruszymy, dziś parkowanie i wyjazd z wykorzystaniem infrastruktury drogowej wyszedł fatalnie, albo w ogóle nie wyszedł. Nie wiem jak to się stało, ale miałam wrażenie , że poprzednie były wykonane lepiej. Pewnie Jacek robił wszystko wcześniej za mnie pozostawiając mi kręcenie( kwadratowe) kierownicy:( W sobotę znowu walczę. Trochę jestem przybita:( AAAAaa i przypomniało mi się, przy omijaniu jak mam np. na dłuższym odcinku auta, muszę zasygnalizować lewym kierunkowskazem, że omijam, potem wyłączyć i już przy ostatnim omijanym pojeździe włączyć prawy, że wracam na swój pas!, żeby ci za mną widzieli co i jak. Przy parkowaniu prostopadłym, przodem, skręcam na maxa jak widzę tyłek auta w połowie swojego.Przy zawracaniu z wykorzystaniem infrastruktury po lewej, kierunkowskaz (odpowiedni do kierunku) zbliżam się do OSI jezdni, patrze czy mam wolne, wjeżdżam (wszystko przy redukcji na jedynkę), potem wsteczny, ocena sytuacji, kierunkowskaz ZGODNY Z RUCHEM KRĘCENIA KIEROWNICY i POMAŁU cofam, prostuje koła i wioo. Jeden z moich błędów to właśnie , nadgorliwe operowanie gazem, za szybko, za szybko, ma być wolniej dokładniej, potem przyjdzie czas na szybko.
poniedziałek, 12 września 2011
6 - szósta lekcja
Coraz gorzej:( Czekając pod PKP na moja "elke" możne i niepotrzebnie napatrzyłam się na to co wyrabiają "uprawnieni kierowcy" przy świeżo zmienionej organizacji ruchu. Sam fakt zmiany, już wcześniej zmienionej organizacji zaskoczył mnie i dodatkowo zaniepokoił. No i stało się jak się stało. Przyjechał J., ja od razu mówię, że mam syndrom trzęsących się kolan. Wsiadłam i kilka karygodnych błędów już na dzień dobry. W ogóle nie sprawdziłam lusterek, auto mi zgasło przy próbie uruchomienia bo...w ogóle nie trzymałam nogi na sprzęgle!. Dostałam małpiego rozumu, patrząc na ten kocioł w który zaraz miałam wjechać. W końcu się udało. Jakoś pojechałam. Ciągle z płynnością jazdy mam kłopoty, tzn. jadę, znam kierowców którzy od lat jeżdżą i tak momentami szarpią...ale przecież ja tak nie chce jeździć - prawda?. Kolejne błędy: pamiętać o redukcji biegów z trzy na dwa przy skrętach, pamiętać! - wyćwiczyć odruch bezwarunkowy, że po zatrzymaniu przed np. przejściem od razu łapa redukuje na jedynkę. Jeździć tak żeby lusterek nie zdzierać innym kierowcom. Śledzić znaki poziome, nie najeżdżać na linie i powierzchnie wyłączone z ruchu. Delikatnie puszczać sprzęgło, w korku hamować sprzęgłem. I karygodny błąd, jak mi się pieszy toczy jezdnią, nawet nie na przejściu to ZWOLNIĆ a nie, "że i tak by zdążył przejść". Ah i nie "doić kozy" jak to J. powiedział, czyli operować kierownicą poprawnie! CEL na jazdę środową: jechać tak, żeby J. jak najmniej mówił mi co mam robić, czyli orientować się w sytuacji i nie poddawać się panice! A... jeszcze jedno, pamiętać, że jak kończę jazdę: ręczny - w tym czasie noga na hamulcu i sprzęgle, biegi na luz, swatała wyłączyć i zgasić auto.
piątek, 9 września 2011
5 - Piąta godzina
Ech, dziś miałam wrażenie, że znowu gorzej. Nie wypuszczam płynnie sprzęgła i samochód wydaje dźwięki jak zarzynany zwierz. Jak zaczynam panikować to już w ogóle wszystko mi się pierdzieli. Pamiętać że, przy jednokierunkowej skręcam w lewo z lewego pasa i lewej strony się trzymam. Jak zjeżdżam ze skrzyżowania pamiętać o prawym kierunkowskazie zjazdowym. Trójkę wrzucam dopiero jaka rozpędzę auto.Przy skręcaniu, pamiętać o redukcji biegu, z trzy na dwa np.
czwartek, 8 września 2011
4 - Czwarta jazda
Za pamięci, wyliczę o czym powinnam pamiętać, na przyszłość: przy pasach i kiedy się zatrzymuje za kimś, REDUKCJA DO JEDYNKI. Dokładnie wciskać sprzęgło, przy zmianie biegów. Noga na podnóżek jak nie używam sprzęgła -pomaga, lepiej się jeździ. Przy parkowaniu prostować koła jak w przedniej szybie widzę pół samochodu...jakoś tak, jeszcze się muszę Jacka zapytać dokładnie co i jak.
poniedziałek, 5 września 2011
3 - Trzecia jazda
Regres i uwstecznienie! Jazda w korku to jakaś masakra! Tym bardziej jeśli jest to dopiero trzecia lekcja. Za dużo się dzieje w okół i nie mogę się skupić na innych rzeczach niż robienie wszystkiego, żeby zatrzymać się przed "tyłkiem" auta przede mną. Nie widzę: świateł, jak są pasy nie zastanawiam się czy mam miejsce, żeby ustawić się za pojazdami. Prawie cała godzinę zajęło mi opanowanie ...tja "opanowanie" sekwencji NOGA Z GAZU-SPRZEGŁO-LEKKO HAMUJ <=zatrzymywanie, i NOGA Z HAMULACA-PÓŁSPRZEGŁO-LECIUTKO GAZ<=toczymy się. Ze trzy razy mi zgasł, miałam lekkie problemy z najeżdżaniem na krawężnik, w całym tym zamieszaniu zmiany biegów bez podpowiedzi Jacka w ogóle nie wchodziły w grę. Przy okazji byliśmy świadkami jak piękne dwa auta się "stuknęły" przy zawracaniu na jednej z ulic. Najdziwniejsze, że "stuknięty" zwiał mimo, że ten co stuknął wysiadł??!! Podejrzewamy, że albo lewy wóz albo lewy kierowca;P . Dalej problem zakrętów, dalej problem dynamicznego włączania się do ruchu i zajmowania prawidłowego pasa, przy końcu jazdy lekki chaos się zrobił, bo się zgapiłam i chciałam dalej główną ulicą a powinnam na parking pod PKP i na szybkiego skręcałam ...bez prawego kierunkowskazu... Przy omijaniu tez mało dynamiki i znowu nie panuje nad kierownicą jak trzeba, za wolno na prawy pas wracam. Powinnam pamiętać, że jak wąska ulica to muszę zwolnic, żeby przepuścić tego z naprzeciwka. Zrobiliśmy tez parkowanie, spoko wjechałam, ale przy pierwszym w moim życiu wstecznym ( mimo, że widziałam w którą stronę kręcić) przy prostowaniu znowu za mocno skręciłam koła. Ogólnie tragedia, myslałam, że z każdą lekcją będzie lepiej a tu co lekcja widzę coraz więcej swoich braków. Zostały 33 lekcje, nie wiem, czy ja to wszystko opanuje....buuuu. Czwartek o 7:00 walczę od nowa!
niedziela, 4 września 2011
2 - DRUGA JAZDA
Ok, dziś było troszkę lepiej. Generalnie już nie siłuję się z kierownicą, ale mimo wszystko zakręty i skręty nie do końca mi wychodzą, nie zawsze ląduję tam gdzie powinnam, czyt. na tym pasie co trzeba. Kolejny problem to synchronizacja, kieruje, patrze, zmieniam biegi i operuje pedałami. Gdyby nie Jacek to bym zginęła, on mówi ja wykonuje. Problem prawo lewo...To naprawdę jest problem, bo muszę się zastanawiać , nie reaguje błyskawicznie...ot taka babska usterka ale jaka problemowa ech:( Jeździliśmy po głównych ulicach, kilka rond zaliczyliśmy, w tym turbinowe którego bałam się straszliwie bo do dziś mam obraz zaklinowanego w nim autobusu...ale dałam rade. Raz mi zgasł i tu też zapamiętać, jak gaśnie trzeba przekręcić kluczyk w stacyjce...ot banał ale jak człowiek nie był nigdy w takiej sytuacji głupieje hehe. Duża pomoc Jacka. Czekam dnia kiedy nie będzie musiał trzymać swoich nóg w gotowości na pedałach a spokojnie obok...ale to chyba jeszcze dłuuuuugggoo potrwa... Na dziś rzeczy na których muszę się skupić bo mi nie wychodzą: nie dodawać gazu na zakrętach tylko przy wychodzeniu z nich, pilnować środka pasa, a po zmianie z innego prawej krawędzi jezdni, to się tyczy gdy coś omijam. Jak Jacek mówi "teraz jedziemy prosto" to nie prosto w budynek bo ON JEST NA PROSTO tylko jedz główną na wprost i nie włączaj kierunkowskazu nawet jak ona zakręca bo ona JEST PROSTO choćby się to wydawało głupie. Przy zmianie biegu gdy sprzęgło do dechy NOGA Z GAZU! Sprzęgło puszczamy wolno....hamulec delikatnie znaczy do połowy, żeby Jacek za mnie tego nie robił. Przy zawracaniu, większe łuki, i nie panikować przy włączaniu się z podporządkowanej.... No i lusterka, są po to żeby kontrolować co się dzieje za mną...TRZEBA W NIE PATRZEĆ, poza lusterkiem lewym istnieje jeszcze PRAWE i tylne, należy przynajmniej próbować z nich korzystać.
Na dzień dzisiejszy...dalej nie umiem jeździć:), szanse na zdany egzamin...bez zmian... Kolejna jazda w poniedziałek o 16:00...w natężonym ruchu, strach się bać....
sobota, 3 września 2011
Odwołane
Tja miała być druga lekcja... a tu wielka d...a. Jacek zadzwonił i odwołał. Chciał, ograniczyć się do tej poniedziałkowej ale w końcu zaproponował, że jutro o 9:00, chyba że ktoś znowu coś...Nie podoba mi się to, w takim tempie, z jedną jazda tygodniowo to nigdy się nie nauczę, tylko zniechęcę stresując się w oczekiwaniu na ustalone lekcje, które on będzie odwoływał:(
czwartek, 1 września 2011
1 - Pierwsza jazda.
No cóż... jakby to rzec, niby początki są trudne, ale myslałam, ze jak już wsiądę to będzie lepiej. Zacznijmy od początku. Instruktor sympatyczny (póki co...) - Jacek, okazało się ze znajomy brata koleżanki z pracy, no i mieszka w okolicy więc, możne czasami podjeżdżać po mnie na jazdy.... Jazda miała być godzinna, ale przez korki, L-ka przyjechała spóźniona (ja w tym czasie czekając walczyłam z zawałem serca) i zanim dojechaliśmy na miejsce, gdzie miał rozpocząć się mój trening było już 20 minut mniej. Pierwszy szok, parking przy Lidlu (myślałam, że instruktor weźmie mnie na plac manewrowy, zrobimy chociaż parę kółek, może ósemek?!?!- pewnie by mi to pomogło). Niestety, pokazał mi tylko co i jak, wiedzę teoretyczna już miałam, więc szybko się orientowałam. Potem kluczyk i ruszamy..."aaa i teraz zwalniamy ręczny- czy mówiłem ci o ręcznym?" - mówi J....myślę - nieźle...a przecież mówiłam, że w życiu za kierownicą nie siedziałam. Wrażenia z siedzenia po stronie kierowcy...przed strasznie się stresowałam, jak już siadłam, nerwy odeszły, pełen luz...to pewnie wynik szoku;). Ruszamy. J. prosi żebym zrobiła parę kółek wokół czerwonej kostki na parkingu, bo ruszyć ruszyłam bez większych problemów...i tu zaczęło się...Nie jestem w stanie opanować kierownicy, w ogóle nie czuje samochodu, kręcę za dużo, nie wyrabiam się, ewidentnie przydał by się plac, pachołki i ósemki żeby to wyczuć, ale gdzie tam, dwa wykonane miernie kółka, co prawda ani raz mi nie zgasł i Jacek mówi - "to z górki i włączamy się do ruchu". Tak naprawdę to w momencie włączania się do ruchu ja byłam tylko "figurantem" za kierownicą , jedyne co robiłam to włączałam kierunkowskaz no i gazem operowałam, bo kierownice mi ściągał J..Wjechaliśmy, znaczy on wjechał, na lewy pas i potem rondo...i tu wyszło moje nie wyczucie kierownicy...i głupie przeświadczenie że jest ona po to żeby nią kręcić jak jakiś szaleniec...Zupełnie nie czuje skrętów, kręcę za bardzo, albo za mało. Biegi ok, wrzucam, słyszę kiedy trzeba zmieniać, zresztą zmieniałam do 3ki. Opanowanie jazy prostym odcinkiem to jednak problem, nie wiem czy jadę w pasie ruchu , nie widzę, nie czuje... Krawężnik? jaki krawężnik ja nic nie widzę!. Dopiero pod koniec tej krótkiej jazdy "zatrybiłam", że nie należny KRĘCIĆ a delikatnie korygować... ale za nim doczekałam tego momentu, to zamieszałam coś przy skręcie, Micra zjechała mi za bardzo na prawo, silnik zgasł prawie na środku, pomyliłam kierunkowskazy z nerwów i było ciekawie:(. Potem rondo i znowu nie umiejętność skręcania tym żelastwem, także J. jechał (trzymał kierownice) a ja tylko tam byłam z noga na gazie. Światła, znowu on jechał, zakręt Jacek za kierownice, zakręt, strąbienie przez kogoś, wjazd na Statoil...raczej mojej inwencji w tym mało było... Koniec jazdy. Ogólnie jak wyszłam, nic mi się nie trzęsło, i jakoś żal mi było, że tak krótko....nie wiem czy to dobry sygnał. Parę godzin po, jakieś bezpodstawne samozadowolenie mnie zaczęło opuszczać. W nocy nie mogłam spać i doszłam do wniosku, że raczej marny ze mnie kierowca będzie, nawet jazda po prostej okazała się być skomplikowana, bo auto ściągało na prawą , a zakręty czy zmiana pasa ruchu to w ogóle tragedia, a to przecież podstawa...Ech gdybym opanowała, na razie nie osiągalną dla mnie sztukę panowania nad torem jazdy, to już by z górki było. Poza tym, chyba na pierwszą jazdę to instruktor przekombinował z tymi skrętami i rondem, na początek to po prostej chyba powinno być.. Nie wiem, może się nie nadaję? Jedni wsiadają i jada bez problemów...może .będą to pieniądze wyrzucone w błoto? Trochę przybita jestem:(. Na dzień dzisiejszy w skali 1-10 daje sobie 1, za to , ze w ogóle wsiadłam, a potencjalne szanse na zdany egzamin oceniam na 0,01%. W sobotę o 7:00 kolejna jazda...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
