Właściwie intuicja podpowiada mi, że to już od 2-3 dni 11 tydzień no ale... Dziś USG, no jest stres straszny. Od rana zdążyłam już nafukać na A. I dobrze bo powinien ze mną być a nie jak zwykle jest coś ważniejszego...jakieś 20-lecie Wydziału, jak by nie mógł się zerwać. Norma, zawsze sama sobie pozostawiona.
W pracy też ciekawie, wciągnięto mnie na listę do skontrum, czyli po 2 godziny dziennie w magazynie, na krześle i przewalanie starych zgrzybiałych książek. Powiedziałam szefowej o ciąży to pogratulowała i kazała na siebie uważać. Czy będę brała udział w skontrum, nie wiem. Nie chce iść na zwolnienie, naprawdę nie chce. W domu zwariuje, szczególnie teraz po przeprowadzce w nowym miejscu które wcale mi się nie podoba.
Już po USG. Myślałam , że dostane zawału, myśli miałam najczarniejsze, na szczęście na tę chwile wszystko gra. Wrażenie po prostu nie do opisania, kiedy patrzysz na takie cudo które jest i rozwija się w tobie. Powstrzymywałam wzruszenie.
Tak jak przypuszczałam Usg wykazało, ciąża jest starsza, 10 tydzień i 4 dzień. Termin porodu z tego badania rozmija się ze wskazanym przez p. gin aż o 9 dni. Ginekolog powiedziała ze 25 grudzień, tu wychodzi 16. Zobaczymy, najważniejsze żeby z dzieckiem wszystko było ok.
A. był ze mną, tylko z całego tego stresu, a potem wzruszenia nie poprosiłam lekarza, żeby go zawołał:( . Następnym razem.
piątek, 24 maja 2013
wtorek, 14 maja 2013
9 tydzień
U mnie bez zmian, nudności, nudnościami nudności poganiają aż do nudności. Ciężko jest , najgorzej w pracy.
Dziś robiłam morfologie i inne przesiewowe badania, nie chce mi się już pisać o tym jak to się pacjentów traktuję w zabiegowym, w każdym bądź razie, wyszłam z domu o 6:30 żeby zdążyć na 7:00 na badanie i nie spóźnić się do pracy...niestety do pracy dotarłam na 8:00 bo panie pily kawe, i kazaly cytuje" czytac na drzwiach " że od 7:15 ( na skierowniu mialam ze od 7:00) Przede mną był facet, poprosiłam i przepuścił mnie. Czekam. 7:11; 7:14; 7:17....naraz jakas baba włazi i " dziewczynki ja do was, do was, ze sobą".
PANI DOKTOR jakaś - dowiaduje się od faceta. No i zaczelo sie bajczenie, gadanie, śmichy, chichy w końcu wyszła. Poproszono mnie.Od początku problem, bo jak oznakowac teraz probówkę na grupę krwi, bo przepisy jakies nowe.... trzeba grzebać, szukać kserówek. W efekcie okazuje się, że probówkę trzeba opisać...no ale jak ona zmiesci pesel i godzine na probówce ( ja zielona, niedobrze mi, myślę zaraz "zejdę" do tego zapach kawy, ale nic siedzę czekam), a one debatują, że może na plasterku, ale czy się zmieści....
Takim to sposobem do pracy dotarłam o 8:00.Wyniki za 2 tyg przy wizycie ( o ile nie pomyliły czegoś , bo trzeba było kilka rożnych kodów kreskowych przykleić, a miałm wrażenie , że to dla nich za trudne było).
Dziś robiłam morfologie i inne przesiewowe badania, nie chce mi się już pisać o tym jak to się pacjentów traktuję w zabiegowym, w każdym bądź razie, wyszłam z domu o 6:30 żeby zdążyć na 7:00 na badanie i nie spóźnić się do pracy...niestety do pracy dotarłam na 8:00 bo panie pily kawe, i kazaly cytuje" czytac na drzwiach " że od 7:15 ( na skierowniu mialam ze od 7:00) Przede mną był facet, poprosiłam i przepuścił mnie. Czekam. 7:11; 7:14; 7:17....naraz jakas baba włazi i " dziewczynki ja do was, do was, ze sobą".
PANI DOKTOR jakaś - dowiaduje się od faceta. No i zaczelo sie bajczenie, gadanie, śmichy, chichy w końcu wyszła. Poproszono mnie.Od początku problem, bo jak oznakowac teraz probówkę na grupę krwi, bo przepisy jakies nowe.... trzeba grzebać, szukać kserówek. W efekcie okazuje się, że probówkę trzeba opisać...no ale jak ona zmiesci pesel i godzine na probówce ( ja zielona, niedobrze mi, myślę zaraz "zejdę" do tego zapach kawy, ale nic siedzę czekam), a one debatują, że może na plasterku, ale czy się zmieści....
Takim to sposobem do pracy dotarłam o 8:00.Wyniki za 2 tyg przy wizycie ( o ile nie pomyliły czegoś , bo trzeba było kilka rożnych kodów kreskowych przykleić, a miałm wrażenie , że to dla nich za trudne było).
poniedziałek, 6 maja 2013
Pierwszy dzien ósmego tygodnia
Długi weekend majowy....taak był on szczególnie długie w związku z paskudna pogodą jak i cudownymi, nie opuszczającymi mnie o każdej porze dnia i nocy mdłościami, jakże często przeobrażającymi się w "rzucawkę" bez skutku wymiotnego( jakkolwiek to czytelnik zinterpretuje). Do tego kiedy w ostatni dzień zrobiło się ładnie i przeszliśmy się na dłuższy spacer, czułam się jak kaleka, bo nudności, bo w brzuchu coś kluło, ciągnęła, bo sił brak...a do tego na koniec skończyło się płaczem, na wspomnienie rowerzystów i świadomości , że tę przyjemność w tym sezonie mama z głowy.
Czemu żadna ze znajomych ciężarówek nie mówiła nic o tych cholernych mdłosćiach, to jest nie do wytrzymania, albo ja poprostu jestem za stara. Człowiek myslał, że bedzie smigał przez conajmniej 8 miesięcy jak gdyby nigdy nic, z tą równicą , że mu widok spod nóg brzuch zasłoni ..a tu juz na początku...udupienie, ani na spacer ani wysiedziec .
Nic to, oby z dzieckiem wszystko było dobrze, przetrwam, raz to.
Po pracy ide po wyniki IgM Rubelli wstrętnaj, żeby się upewnic.
Nie ma co pisac, 8 tydzien do (przepraszam za kolokwializm) wyrzygania.
Odebrałam wynik, IgM ujemny, nie zachorowałam.
Czemu żadna ze znajomych ciężarówek nie mówiła nic o tych cholernych mdłosćiach, to jest nie do wytrzymania, albo ja poprostu jestem za stara. Człowiek myslał, że bedzie smigał przez conajmniej 8 miesięcy jak gdyby nigdy nic, z tą równicą , że mu widok spod nóg brzuch zasłoni ..a tu juz na początku...udupienie, ani na spacer ani wysiedziec .
Nic to, oby z dzieckiem wszystko było dobrze, przetrwam, raz to.
Po pracy ide po wyniki IgM Rubelli wstrętnaj, żeby się upewnic.
Nie ma co pisac, 8 tydzien do (przepraszam za kolokwializm) wyrzygania.
Odebrałam wynik, IgM ujemny, nie zachorowałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)