wtorek, 22 listopada 2011

Egzamin, teoria i praktyka

No cóż....tak musiało być i już. Teoria oczywiście bezbłędnie. Potem przydział samochodów. Samochód nr 24. Byłam druga w kolejce. Dziewczyna przede mną nie zdała na placu....zawał serca. Wsiadłam jako następna, Pan wydawał się sympatyczny spokojny opanowany. Zawiózł mnie na plac. Wylosowałam, zadania. Zaczęłam od zadań. Zong...nie mogłam otworzyć sobie klapy silnika. Pomógł mi. Wskazałam bez problemu czym sie mierzy poziom oleju, potem pokazałam światło stopu. Luz, proszę przygotować się do jazdy, ustawiłam fotel, lusterka, zapięłam pas włączyłam światła. No to rękaw. Do przodu ok, do tyłu... jadę szukam tych pachołków...są kręcę...odkręcam....sledze pachołka...pomału wjechałam....Pan pokazuje mi  kciuka do góry. Kieruje mnie na wzniesienie, ustawiam się...zaciągam ręczny ruszam...i ok, pan zdejmuje kurtkę i siada koło mnie...jedziemy na miasto. Wyjeżdżam, wychylam dzioba, zatrzymuje się przepisowo na STOPIE, włączam się do ruchu. Przejechałam rondo, trochę nerwowo ale bezbłędnie. Potem korek był, trochę postaliśmy. W prawo na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlna, włączenie się do ruchu ok.  Na pasach jakiś bolek mi wbiegł, ale zahamowałam...dość ostro ale prawidłowo. Potem na real... mieliśmy jechać prosto, przyzwyczajona że zawsze skręcamy w prawo, w ostatniej chwili zauważyłam, że pas  na wprost  jest po lewej, zmieniłam go chyba za szybko, bo uznał mi to za błąd, argumentując że nie zwróciłam uwagi, na samochód z tyłu, że mógł mi to uznać za wymuszenie. Zaraz za skrzyżowaniem kazał mi się rozpędzić do 50 i zahamować...uwaga wjeżdżając w zatoczkę tam miałam się zatrzymać. Zatrzymałam się owszem, było nerwowo jak cholera, pan zarzucił  mi że ok, zatrzymałam się ale bez kierunkowskazu...w ogóle mi do głowy nie wpadło żeby go włączać....Wszystko co było potem, to pasmo błędów. Miałam wjechać w takie małe skrzyżowanie, znałam je wiedziałam, że w przeciwną stronę jest tam STOP. Kazał mi zawrócić na trzy...wszystko było ok...tylko prze ostatnim skręcie tym już do wyjeżdżania na pas do kontynuowania jazdy po zawracaniu, walnęłam nie ten kierunkowskaz co trzeba...nie zaliczył mi tego...ja już dostałam małpiego rozumu, on do mnie na skrzyżowaniu w lewo...ja chciałam w prawo..w ostatniej chwili zorientowałam się GDZIE jest LEWO...no i przegapiłam STOP, który znałam, widziałam i miałam o nim pamiętać. I po ptokach.:(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz