Święto niepodległości...znowu mały ruch będzie... Z J. chce manewry poćwiczyć, a z S. tak po prostu pojechać, żeby ktoś inny wytknął mi błędy i może poradził coś na nie... zobaczymy. O 10:00 z J. staruje, potem o 14:00 z S.
Pierwsza godzina taka sobie. Na mieście mały ruch więc wyzwań nie było. Plac już gorzej. Mam problem z jazdą po prostej na wstecznym, tzn. jak odwrócę głowę to zlewają mi się te pachołki i nie wiem na którego mam się kierować i wtedy kwasze. Jak już wyczuję który to to robię normalnie rękaw. Po za tym wkurza mnie , że J. mi nie tłumaczy dokładnie manewrów. Przy zawracaniu na skrzyżowaniu równorzędnym (było pusto) ja chciałam skręcić na maksa a potem ustawić się w kierunku jazdy na wstecznym, a on ze powinnam jak najbliżej do prawej do krawężnika dojechać i że źle robię. Gdyby mi wcześniej powiedział jak to ma wyglądać to na pewno zrobiłabym dobrze, z perspektywy nie pewnego siebie kursanta, rzeczy oczywiste nawet dla niego samego ale stojącego z boku, w aucie już nie są tak oczywiste. Generalnie entuzjazmu nie ma. J. też jakoś nie utwierdza mnie w przekonaniu , że dam radę, nawet zasugerował żebym przesunęła termin egzaminu... Jedno wiem, jak mi nie pójdzie kolejne jazdy na pewno nie będą z nim. Potrzebuje świeżej osoby, która zwróci uwagę na moje błędy.
Jeśli chodzi o drugą godzinę...to nie wypał. S. zadzwoniła, że zaliczyła z kursantem dzwona i samochód poszedł do mechanika...:( Może jutro poćwiczę manewry...skodą, niestety na pustym parkingu, bo komuś może serce nie wytrzymać;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz