sobota, 8 października 2011

17 - Siedemnasta godzina jazdy

Buty na  małym obcasie (kowbojki), zdecydowanie lepiej mi się operuje pedałami. Jeśli w ciągu kolejnych jazd się potwierdzi to idę w nich na egzamin. Tak jakbym  coraz lepiej czuła auto. Na placu manewrowym szczególnie przy jeździe do przodu to widzę. Prosta do tyłu i pachołek jeszcze troszkę stanowi dla mnie problem, ale chyba jet już lepiej, tylko muszę jak najdłużej patrzeć się w tylne lusterko. Głupi problem to jakieś niedomaganie słuchu, kiedy J. prosi o wykonanie jakiegoś manewru (czy to zawracanie, czy skręt w lewo w prawo, na skrzyżowaniu, za skrzyżowaniem) nie zawsze wykonuje to o co prosi. Beznadziejne to jest i muszę się bardziej skupić na tym o co prosi. Kolejna rzecz  o której należy pamiętać, żeby nie redukować biegu za wcześnie przed skrętem, znowu, spokój i opanowanie. Przy parkowaniu to samo, pomalutku, zatrzymać się i heyah.  Dziś zabrałam pierwszego w życiu pasażera (kawałeczek podjechaliśmy z kursantka, która miala lekcje po mnie) znaczy, że już jeździ się ze mną na tyle ok, że można kursanta zabrać :D. Oczywiście na sam koniec musiałam  zrobić zamieszenie, zestresowała mnie  sytuacja, ignorancja i niewiedza innych kierowców. Pierwsze to, że powinnam na światłach już wracając w okolice swojego bloku ustawić się do lewoskrętu, ale ja zjechałam na prawy pas do prawo-skrętu (to właśnie to o czym wcześniej pisałam, nieuważne słuchanie). Na szczęście  kawałek do przodu była możliwość zawrócenie, ale ale. Czekam na światłach na możliwość skrętu w prawo, przede mną auto. Zapala się strzałka zielona warunkowa, ja pamiętam, MUSZE się zatrzymać ( za mną kolejka aut) podjeżdżam i PRZEPISOWO zatrzymuję się przed linią zatrzymania i co? I oczywiście za mną zaczyna się trąbienie bo jakaś "lebiega" w "ELCE" się zatrzymała nie wiadomo po co. Mało tego, ruszyłam, muszę zmienić pas na lewy do zawracania, ale sympatyczne auta za mną zaczęły już "galop", jedna pani uznała ze właduje mi się na lewy pas nawet tego nie sygnalizując...bo po co.... Mam włączony lewy kierunkowskaz, a one mi śmigają ignorując, że już zaczęłam manewr...na chama byle by się wbić. No i się zestresowałam i J.  na moment złapał mi kierownice. Nie jestem z siebie dumna, bo powinnam zachować zimna krew i być przygotowana, że na drodze rożne dziwne sytuacje się mogą zdarzyć a ja muszę UMIEĆ odpowiednio zareagować.

Do poćwiczenia jest jeszcze: włączanie się do ruchu, jak wyjeżdżam z podporządkowanej, żeby robić to dynamiczniej a nie czaić się jak będzie pusto. Jak widzę, że auto jest daleko, mam się włączać i już. Kolejną rzecz to sprawne zjeżdżanie z głównej, wtedy kiedy "dziobem" muszę zbliżyć się do osi jezdni  przepuścić tych z prawej i skręcić np w osiedlową.

Podsumowując...to jeszcze nie TO...ale jest lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz