wtorek, 13 grudnia 2011

Egzamin praktyczny podejscie drugie

Zdałam! zdałam! zdałam! :D:D:D:D:D
Oczywiście lekki stres przed. Losowanie aut, było mniej osób niż poprzednim razem. Po trzy do jednego samochodu. Mnie przydzielono do siódemki..szczęśliwej, jak się potem okazało. Jakaś babka śpieszyła się do pracy wiec  puściłyśmy ją pierwszą, ja byłam druga. Kiedy odjeżdżała a ja przyjrzałam się egzaminatorowi to sobie pomyślałam, że będzie ciężko. Jakoś tak mi niespecjalnie wyglądał. Niedługo potem, siódemka wróciła, po oblanym na placu...wsiadłam ja. Dałam dowód, pan swoją formułkę do kamery wygłosił i na koniec swoje nazwisko...jak usłyszałam kto to, to pomyślałam, że nie opłaca się nawet kurtki zdejmować bo na pewno zaraz wrócę na siedzeniu pasażera. Egzaminator postrach wszystkich kursantów o którym od lat krążą legendy. No nic...pojechaliśmy, wylosowałam znowu światło stop i nowość płyn do spryskiwaczy, poszło sprawnie. Potem przygotowanie do jazdy, ustawienie fotela, lusterek i rękaw. Bez problemu, potem wzniesienie - tez dałam rade.
Na miasto wyjechałam całkiem spokojna...pogodzona z losem...ale skoncentrowana i uważna.
Z Wordu  w prawo potem prosto przez rondo i na pierwszym skrzyżowaniu na światłach też  prosto ( z tym że p. Ż.  nic nie mówił, a jak nie mówi znaczy prosto;)) potem  w lewo na jednokierunkową, był ruch ale jakaś babeczka  mnie pościła, ( o czym poinformowałam p. egzaminatora) Na jednokierunkowej oczywiście w lewo...żeby od lewej skręcić :D (też poinformowałam, że skręcam od lewej na ile pozwalają mi zaparkowane samochody) potem ustąp pierwszeństwa i prosto w  podporządkowaną ...tu mi kazał mi  zawrócić  na podjeździe... no i pierwszy zgrzyt i na szczęście ostatni, bo ja chciałam podjechać do przodu  i po prawej wjechać tyłem a wyjechać przodem  a ten zaczął już  nerwowym chamskim tonem, że tu w tym miejscu  przodem i tyłem wyjechać   a nie jakieś kombinacje, no to ja na to ...dobra, ok jak tu i teraz  to niech będzie z egzaminatorem się nie dyskutuje..zawróciłam. Pojechaliśmy  prosto  na światła, na światłach oczywiście w lewo (jakaś elka przede mną chyba chciała mi  pomóc bo ze skrzyżowania ruszyła na żółty żebym miała czystą sytuacje do lewoskrętu...chwała jej za to:D)...skręcając musiałam karetkę z naprzeciwka przepuścić, a potem przechodniów na pasach.Po czym znów w  lewo na skrzyżowaniu z wyspą  centralna  (po skręcie wjechałam na lewy pas, ale zaraz przytomnie zmieniłam go na  jedyny słuszny prawy:D). Następnie  prosto pod znany w mieście hipermarket gdzie miałam zawrócić na rondzie. Zanim skręciłam w prawo  z oddali widziałam strzałkę warunkowa, świeciła od dłuższego czasu i było prawdopodobieństwo, że jak się zatrzymam i będę chciała ruszyć zgaśnie i powie mi, że oblałam (instruktor opowiadał mi na jeździe taką sytuację swojej kursantki), dlatego też  zwolniłam nieznacznie i modliłam się o zółte a potem zielone - i stało się! hehehe Z ronda w lewo pod biedronkę, w międzyczasie hamowanie do wyznaczonego miejsca i przepuszczenie elki z naprzeciwka na zwężonym odcinku jezdni zajętym przez robotników, oraz ich ominięcie z kierunkowskazem. Wjechaliśmy....kto zgadnie? tak znowu w lewo na skrzyżowanie równorzędne na którym znów miałam zawrócić a potem prościutko na rondo w stronę galerii handlowej tuż przed nią w prawo w osiedlówkę, znów  w prawo...oczywiście po zatrzymaniu się na STOPie.Na parkingu osiedlowym parkowanie prostopadle ufff...całą drogę  myślałam, że jak mi da równoległe to zawale.Tu  małe nieporozumienie wynikło, egzaminator mówi wyjazd w prawo...ale chodziło mu o tył auta a ja myślałam, że w prawo, poprawiłam i pojechałam. Wróciliśmy na zjazd głównej ulicy .. .włączenie się do ruchu oczywiście po zatrzymaniu się przed kolejnym STOPEM. Prościutko główną  ulicą (max 40 km/h jechałam bo co rusz ograniczenia , wykopki). Kolejne polecenie to zawrócić w najbliższym możliwym miejscu. Zawróciłam za "zawracjace",
po tym w prawo w stronę WORDA i jeszcze ostatni stres przed rondem, przejechałam trochę nerwowo bo oczywiście było "zawalone" ale poszło :) Na koniec w  lewo we wjazd do Wordu...egzamin zaliczony! Błędów 1 za ruszenie z dwójki:) wszystko inne bezbłędnie! Aż go uściskałam heheheee. I ta data... 13.12.11. cudnie!
Powiem  tak, jestem wdzięczna egzaminatorowi, że nic nie mówił, nie komentował, bo tak mogłam skupić się na tym co robię, jechać sama bez ciągłych komentarzy, że to nie tak, a to źle. Pierwszy raz porostu poczułam, że to ja jadę i to ja decyduję...i podobało mi się to. Druga sprawa, że nie  zrobiłam niczego co mogło go wyprowadzić z równowagi, bo przy zawracaniu pokazał namiastkę tego, że potrafi być okropny.

PS. Siedzę w pracy i mam permanentnego banana na twarzy:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz