Oczywiście lekki stres przed. Losowanie aut, było mniej osób niż poprzednim razem. Po trzy do jednego samochodu. Mnie przydzielono do siódemki..szczęśliwej, jak się potem okazało. Jakaś babka śpieszyła się do pracy wiec puściłyśmy ją pierwszą, ja byłam druga. Kiedy odjeżdżała a ja przyjrzałam się egzaminatorowi to sobie pomyślałam, że będzie ciężko. Jakoś tak mi niespecjalnie wyglądał. Niedługo potem, siódemka wróciła, po oblanym na placu...wsiadłam ja. Dałam dowód, pan swoją formułkę do kamery wygłosił i na koniec swoje nazwisko...jak usłyszałam kto to, to pomyślałam, że nie opłaca się nawet kurtki zdejmować bo na pewno zaraz wrócę na siedzeniu pasażera. Egzaminator postrach wszystkich kursantów o którym od lat krążą legendy. No nic...pojechaliśmy, wylosowałam znowu światło stop i nowość płyn do spryskiwaczy, poszło sprawnie. Potem przygotowanie do jazdy, ustawienie fotela, lusterek i rękaw. Bez problemu, potem wzniesienie - tez dałam rade.
Na miasto wyjechałam całkiem spokojna...pogodzona z losem...ale skoncentrowana i uważna.
Z Wordu w prawo potem prosto przez rondo i na pierwszym skrzyżowaniu na światłach też
prosto ( z tym że p. Ż. nic nie mówił, a jak nie mówi znaczy prosto;)) potem w lewo na jednokierunkową, był ruch ale jakaś babeczka mnie pościła, ( o czym poinformowałam p. egzaminatora) Na jednokierunkowej oczywiście w
lewo...żeby od lewej skręcić :D (też poinformowałam, że skręcam od lewej na ile pozwalają mi zaparkowane samochody) potem ustąp pierwszeństwa i prosto w podporządkowaną ...tu mi kazał mi zawrócić na podjeździe... no i pierwszy zgrzyt i na szczęście ostatni, bo ja chciałam podjechać do przodu i po prawej wjechać tyłem a wyjechać przodem a ten zaczął już nerwowym
chamskim tonem, że tu w tym miejscu przodem i tyłem wyjechać a nie jakieś kombinacje, no to ja na to ...dobra, ok jak tu i teraz to niech będzie z egzaminatorem się nie dyskutuje..zawróciłam. Pojechaliśmy prosto na światła, na światłach oczywiście w lewo (jakaś elka przede mną chyba chciała mi pomóc bo ze skrzyżowania ruszyła na żółty żebym miała czystą sytuacje do lewoskrętu...chwała jej za to:D)...skręcając musiałam karetkę
z naprzeciwka przepuścić, a potem przechodniów na pasach.Po czym znów w lewo na skrzyżowaniu z wyspą centralna (po skręcie wjechałam na lewy pas, ale zaraz przytomnie zmieniłam go na jedyny słuszny prawy:D). Następnie prosto pod znany w mieście hipermarket gdzie miałam zawrócić na rondzie. Zanim skręciłam w prawo z oddali widziałam strzałkę warunkowa, świeciła od dłuższego czasu i było prawdopodobieństwo, że jak się zatrzymam i będę chciała ruszyć zgaśnie i powie mi, że oblałam (instruktor opowiadał mi na jeździe taką sytuację swojej kursantki), dlatego też zwolniłam nieznacznie i modliłam się o zółte a potem zielone - i stało się! hehehe Z ronda w lewo pod biedronkę, w międzyczasie hamowanie do
wyznaczonego miejsca i przepuszczenie elki z naprzeciwka na zwężonym odcinku jezdni zajętym przez robotników, oraz ich ominięcie z kierunkowskazem. Wjechaliśmy....kto zgadnie? tak znowu w lewo na skrzyżowanie równorzędne na którym znów miałam zawrócić a potem prościutko na rondo w stronę galerii handlowej tuż przed nią w prawo w osiedlówkę, znów w prawo...oczywiście po
zatrzymaniu się na STOPie.Na parkingu osiedlowym parkowanie prostopadle ufff...całą drogę myślałam, że jak mi da równoległe to zawale.Tu małe nieporozumienie wynikło, egzaminator mówi
wyjazd w prawo...ale chodziło mu o tył auta a ja myślałam, że w prawo, poprawiłam i pojechałam. Wróciliśmy na zjazd głównej ulicy .. .włączenie się do
ruchu oczywiście po zatrzymaniu się
przed kolejnym STOPEM. Prościutko główną ulicą (max 40 km/h jechałam bo co rusz ograniczenia , wykopki). Kolejne polecenie to zawrócić w najbliższym możliwym miejscu. Zawróciłam za "zawracjace",
Powiem tak, jestem wdzięczna egzaminatorowi, że nic nie mówił, nie komentował, bo tak mogłam skupić się na tym co robię, jechać sama bez ciągłych komentarzy, że to nie tak, a to źle. Pierwszy raz porostu poczułam, że to ja jadę i to ja decyduję...i podobało mi się to. Druga sprawa, że nie zrobiłam niczego co mogło go wyprowadzić z równowagi, bo przy zawracaniu pokazał namiastkę tego, że potrafi być okropny.
PS. Siedzę w pracy i mam permanentnego banana na twarzy:D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz