sobota, 10 grudnia 2011

42 - czterdziesta druga

Dziś od 10:00 jeżdżę z Panem K.

Jej jak mi się dziś beznadziejnie jeździło...porostu szok. Nie wiem czy to wina tego, że p. K. ciągle i na wszystko zwracał mi uwagę, czy tego, że  pojechaliśmy w część miasta w której nigdy wcześniej nie jeździłam...nie wiem.  Znowu jedna wpadka... pod prąd prawie wjechałam. Parkowanie, skośne, prostopadłe, zawracania zaliczone, ale z komentarzami, ze tu powinno być lepiej tu tak tam siak. Równoległe, jak zwykle za daleko krawężnika. Jazdę skończyłam z przeświadczeniem, że nie umiem jeździć:(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz