poniedziałek, 6 maja 2013

Pierwszy dzien ósmego tygodnia

Długi weekend majowy....taak był on szczególnie długie w związku z paskudna pogodą jak i  cudownymi, nie opuszczającymi mnie o każdej porze dnia i nocy mdłościami, jakże często przeobrażającymi się w  "rzucawkę" bez skutku wymiotnego( jakkolwiek to czytelnik zinterpretuje). Do tego kiedy w ostatni dzień zrobiło się ładnie i przeszliśmy się  na dłuższy spacer, czułam się jak kaleka, bo  nudności, bo w brzuchu coś kluło, ciągnęła, bo sił brak...a do tego na koniec skończyło się płaczem, na wspomnienie rowerzystów i świadomości , że tę przyjemność w tym sezonie mama z głowy.
Czemu żadna ze znajomych ciężarówek nie mówiła nic o tych cholernych mdłosćiach, to jest nie  do wytrzymania, albo ja poprostu jestem za stara. Człowiek myslał, że bedzie smigał przez conajmniej  8 miesięcy jak gdyby nigdy nic, z tą równicą , że mu widok spod nóg brzuch zasłoni ..a tu juz na początku...udupienie, ani na spacer ani wysiedziec .

Nic to, oby z  dzieckiem wszystko było dobrze, przetrwam, raz to.

Po pracy ide po wyniki IgM Rubelli wstrętnaj, żeby się upewnic.

Nie ma co pisac, 8 tydzien do (przepraszam  za kolokwializm)  wyrzygania.

Odebrałam wynik, IgM ujemny, nie zachorowałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz