Właściwie intuicja podpowiada mi, że to już od 2-3 dni 11 tydzień no ale... Dziś USG, no jest stres straszny. Od rana zdążyłam już nafukać na A. I dobrze bo powinien ze mną być a nie jak zwykle jest coś ważniejszego...jakieś 20-lecie Wydziału, jak by nie mógł się zerwać. Norma, zawsze sama sobie pozostawiona.
W pracy też ciekawie, wciągnięto mnie na listę do skontrum, czyli po 2 godziny dziennie w magazynie, na krześle i przewalanie starych zgrzybiałych książek. Powiedziałam szefowej o ciąży to pogratulowała i kazała na siebie uważać. Czy będę brała udział w skontrum, nie wiem. Nie chce iść na zwolnienie, naprawdę nie chce. W domu zwariuje, szczególnie teraz po przeprowadzce w nowym miejscu które wcale mi się nie podoba.
Już po USG. Myślałam , że dostane zawału, myśli miałam najczarniejsze, na szczęście na tę chwile wszystko gra. Wrażenie po prostu nie do opisania, kiedy patrzysz na takie cudo które jest i rozwija się w tobie. Powstrzymywałam wzruszenie.
Tak jak przypuszczałam Usg wykazało, ciąża jest starsza, 10 tydzień i 4 dzień. Termin porodu z tego badania rozmija się ze wskazanym przez p. gin aż o 9 dni. Ginekolog powiedziała ze 25 grudzień, tu wychodzi 16. Zobaczymy, najważniejsze żeby z dzieckiem wszystko było ok.
A. był ze mną, tylko z całego tego stresu, a potem wzruszenia nie poprosiłam lekarza, żeby go zawołał:( . Następnym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz