Jestem przybita, rozżalona, zmęczona nudnościami ale przede wszystkim niekompetentnością i obojętnością lekarzy. Wczoraj miałam omówioną wizytę u ginekologa, przed przyjęciem miałam tylko zadzwonić, ginekolog przyjmowała do 16:00 Pasowało mi bo nie musiałam brać wolnego z pracy. Po telefonie okazało się, że jest wyjątkowa sytuacja i pani gin. będzie od rana do 12:00. Ech że tez nie olałam sprawy i nie odpuściłam sobie...człowiek jest głupi, bo nie wie, bo się martwi i ciągle zapomina że należy mieć OGRANICZONE zaufanie do lekarzy. Zerwałam się z pracy i pobiegłam, przekonana , że już założą mi kartę ciąży, że skierują na badania, że może powtórzymy IgMy. Niestety już na dzień dobry pani pielęgniarka była chamska. Na moje pytanie czy mogę wejść do rejestracji usłyszałam oschłe "NIE". W ogóle w gabinecie odniosłam wrażenie jakby pani doktor wcale nie chciała, żebym była jej pacjentką (po co jakaś taka problemowa). A ja już weszłam to zaczęło się, badanie ginekologiczne..Mój Boże jakbym wiedziała , że mam prawo odmówić...wygmerała mnie tak, że pojawił się służ zabarwiony krwią. I po co to...po to żeby stwierdzić to co już wiemy, że jest ciążą i to taka którą już w usg można wykryć. Na koniec pani gin. lakonicznie stwierdziła , że to na tyle, i widzimy się za dwa tygodnie..o ile się nic nie stanie (powiedziała to jakby z nadzieją w głosie). Ja po badaniu oczywiście z bólem brzucha i strachem w oczach wróciłam do pracy. Potem widziałam delikatny śluz zabawiony odrobinka krwi..nawet nie plamienie..łudziłam się ze to po badaniu. Przed ciążą miewałam po badaniach obfitsze krwawienia.
Noc godzina 1:00 budzi mnie paląca potrzeba zrobienia siusiu..idę..nagle uświadamiam sobie , że nie czuje bólu piersi...I zaczyna się myślenie, co się dzieje, brzuch dalej pobolewa....nie mogę usnąć, siadam do komputera, grzebię w sieci... Pierwsze objawy poronienia...jakaś dziewczyna pisze, że właśnie nagle przestała mieć jakiekolwiek objawy... Staram się wsłuchać w swój organizm. Piersi nie bolą nie ma się co oszukiwać ...mdłości...jakieś inne... Tysiąc myśli, oczywiście najczarniejszych....dlaczego, czy to już koniec i że nie mam siły na kolejne starania...
Ranek...budzę się z okropnymi mdłościami, takimi jakich chyba dotąd nie miałam, już myslałam, że nie obejdzie się bez wymiotów...zwlekam się z łózka, na wpół zgięta myję, ubieram i wlekę do pracy...
Nie wiem co myśleć. Nie ufać lekarzom, mogla mnie uświadomić , że badania ginekologiczne przed 8 tygodniem jest niebezpieczne...ale przecież jej nie zależało, lepiej jakbym już do niej nie przyszła:(
wtorek, 30 kwietnia 2013
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Pierwszy dzień szóstego tygodnia
Żeby nikt nie pomyślał ,że jakoś tak luzacko do tego wszystkiego i bezstresowo podchodzę. Nie, tak nie jest. Martwię się szalenie, tylko co da mi rwanie włosów z głowy i zalewanie pościeli łzami. Nic w tym momencie ode mnie nie zależy. Gin powiedziała że przed 12 tygodniem da mi skierowanie na nieinwazyjne badanie prenatalne i wtedy będzie wiadomo.
Co do samego szóstego tygodnia, dziś rano miałam zapowiedz porannych mdłości....które trwały delikatnie do 11:00. Myślałam , że nie będę w stanie nic zjeść... ale przed chwilka wtrząchnęłam bule z ziarnem...na razie żyję i to bez większych sensacji żołądkowych. Trochę boli mnie głowa i jest mi gorąco.
Co do samego szóstego tygodnia, dziś rano miałam zapowiedz porannych mdłości....które trwały delikatnie do 11:00. Myślałam , że nie będę w stanie nic zjeść... ale przed chwilka wtrząchnęłam bule z ziarnem...na razie żyję i to bez większych sensacji żołądkowych. Trochę boli mnie głowa i jest mi gorąco.
wtorek, 16 kwietnia 2013
5tego tygodnia dzień kolejny...
Dziś odebrałam wyniki bety... 1 437,00 mlU/ml , norma dla 5 tygodnia wynosi 217 - 7 138 mlU/ml ...hmmm sporo. Nic nie myślę nic, nie myślę...
Byłam tez w poradni chorób zakaźnych z wynikiem przeciwciał przeciwko rubelli wstrętnej... pani doktor nie była miła ...albo przynajmniej starała się, insynuując , że nie rozumiem co do mnie mówi ( z drugiej strony dobijające jest przekonanie lekarzy , że pacjent musi wszystko wiedzieć, a w konsekwencji tego , niestety osoba zainteresowana, czyli ja -pacjent, jeśli chce być wyleczona MUSI doczytać, doszkolić się i orientować w temacie, bo lekarze traktują nas pacjentów jak kolejny numerek statystyczny, nie zawracając sobie głowy naszym dobrem nic a nic ponad to, na ile wypada...a czasami nawet mniej:( ...) Pani doktor więc fukała na mnie, ale weszłam jej w słowo, że rozumiem co oznaczają wyniki, ale nie jestem tu z własnego widzi mi się tylko ze skierowaniem od pani ginekolog, która miała wątpliwości. To wyciszyło "bestję", zabrała się za skrobanie notatki na odwrocie skierowania, na koniec informując w mniej lub bardziej kulturalny sposób co myśli o kierującej pani ginekolog, a na moje pytanie czy w takim razie jest jakieś ryzyko, powiedziała, że jestem odporna i nie mam się czym martwić...Hmmm czemu mnie to nie uspokoiło... I tak zrobię powtórne badanie za około 2 tyg.
Co do objawów, siedzę w pracy do 19:00...znów z rozpierającą piłką w brzuchu, nudności brak, zachcianek brak, śledzia dalej za żadne skarby do ust nie wezmę...
PS. Powtórne badanie A. wykazało świeżą infekcje, to była jednak różyczka ..
Byłam tez w poradni chorób zakaźnych z wynikiem przeciwciał przeciwko rubelli wstrętnej... pani doktor nie była miła ...albo przynajmniej starała się, insynuując , że nie rozumiem co do mnie mówi ( z drugiej strony dobijające jest przekonanie lekarzy , że pacjent musi wszystko wiedzieć, a w konsekwencji tego , niestety osoba zainteresowana, czyli ja -pacjent, jeśli chce być wyleczona MUSI doczytać, doszkolić się i orientować w temacie, bo lekarze traktują nas pacjentów jak kolejny numerek statystyczny, nie zawracając sobie głowy naszym dobrem nic a nic ponad to, na ile wypada...a czasami nawet mniej:( ...) Pani doktor więc fukała na mnie, ale weszłam jej w słowo, że rozumiem co oznaczają wyniki, ale nie jestem tu z własnego widzi mi się tylko ze skierowaniem od pani ginekolog, która miała wątpliwości. To wyciszyło "bestję", zabrała się za skrobanie notatki na odwrocie skierowania, na koniec informując w mniej lub bardziej kulturalny sposób co myśli o kierującej pani ginekolog, a na moje pytanie czy w takim razie jest jakieś ryzyko, powiedziała, że jestem odporna i nie mam się czym martwić...Hmmm czemu mnie to nie uspokoiło... I tak zrobię powtórne badanie za około 2 tyg.
Co do objawów, siedzę w pracy do 19:00...znów z rozpierającą piłką w brzuchu, nudności brak, zachcianek brak, śledzia dalej za żadne skarby do ust nie wezmę...
PS. Powtórne badanie A. wykazało świeżą infekcje, to była jednak różyczka ..
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
5 tydzień
Określenie Stan Błogosławiony...nie może być chyba bardziej mylne...w
przypadku moim, po trzydziestce i w kontekście samopoczucia... Mam
wrażenie ze w brzuchu mam piłkę, ciągle coś mnie kłuje, boli, szczypie,
ciągnie... do tego nagminnie chce mi się spać, a z ułożeniem do snu
są problemy bo mi się źle leży, bo mnie ciągnie, szczypie kłuje... Mimo
wszytko najgorsze jest to wzdęcie...ech. Trzeba było zachodzić w ciąże
jak się miało 20 lat.
Szczęście w nieszczęściu, 3 cykl stań i.....tydzień temu tżta zsypało...podejrzenie różyczki, a dwa dni po tym mnie wychodzi pozytywny test ciążowy. Pięknie, prawie jak strzał w totolotka, gorzej być nie mogło. No i nerwówka bo niby byłam szczepiona, ale 20 lat temu... Lekarz na fundusz miał to w czterech literach i nie dał mi skierowania na badanie przeciwciał...no bo jak on funduszowi wytłumaczy zlecenie taaakiego drogiego badania...Ręce opadają. Służba zdrowia....przypomina mi się rysunek satyryczny Sawki: dwie babcie siedzą na ławce i jedna mówi do drugiej: " Ja nie choruję, nie stać mnie". W końcowym efekcie sama zrobiłam badanie, niby przeciwciała są, ale żeby mieć pewność wydaje mi się, że za 2 tyg trzeba będzie powtórzyć. A. zestresowany też zrobił, badanie ( IgM), wyszło niejednoznaczne, wiec czekamy dziś na wynik powtórnego, a ja lecę do innego gina.
Póki co muszę wysiedzieć w pracy...a balon rośnie i napiera, uwiera, w brzuchu wierci i kłuje...Stan Błogosławiony.
Szczęście w nieszczęściu, 3 cykl stań i.....tydzień temu tżta zsypało...podejrzenie różyczki, a dwa dni po tym mnie wychodzi pozytywny test ciążowy. Pięknie, prawie jak strzał w totolotka, gorzej być nie mogło. No i nerwówka bo niby byłam szczepiona, ale 20 lat temu... Lekarz na fundusz miał to w czterech literach i nie dał mi skierowania na badanie przeciwciał...no bo jak on funduszowi wytłumaczy zlecenie taaakiego drogiego badania...Ręce opadają. Służba zdrowia....przypomina mi się rysunek satyryczny Sawki: dwie babcie siedzą na ławce i jedna mówi do drugiej: " Ja nie choruję, nie stać mnie". W końcowym efekcie sama zrobiłam badanie, niby przeciwciała są, ale żeby mieć pewność wydaje mi się, że za 2 tyg trzeba będzie powtórzyć. A. zestresowany też zrobił, badanie ( IgM), wyszło niejednoznaczne, wiec czekamy dziś na wynik powtórnego, a ja lecę do innego gina.
Póki co muszę wysiedzieć w pracy...a balon rośnie i napiera, uwiera, w brzuchu wierci i kłuje...Stan Błogosławiony.
piątek, 12 kwietnia 2013
piątek, 20 stycznia 2012
poniedziałek, 9 stycznia 2012
:(
Fury jak nie było tak nie ma i nie zapowiada się póki co...Niedługo będzie miesiąc od kiedy nie siedziałam za kółkiem...aż mnie skręca tak bym chciała pojeździć ale małż nie chce słyszeć o samochodzie, a samej też nie da mi kupić szantażując kwestią konsekwencji i wspólnie podejmowanych decyzji...tylko popatrzeć mogę na plasticzek ech:(
Subskrybuj:
Posty (Atom)


